W naszym mieście dziś już od rana też trwa przygotowanie wielkiej fety WOŚP. Wiem, że jak od lat, przyjdą tłumy. W te dni człowiek nie wstydzi się niczego….chodzimy z dumą obklejeni serduszkami symbolizującymi wpłaty do puszek.
Dla mnie to zawsze szczególny dzień. Według niego odliczam wiek mojego syna, bo Wielka Orkiestra ruszyła w 1992 roku i od tamtej daty tak naprawdę w naszym kraju ktoś zaczął głośno mówić o takich dzieciach jak nasz Tomek. Jurek Owsiak dopiero pokazał, że brakowało wtedy respiratorów. Nasz syn walczył o życie właśnie leżąc i będąc podłączonym pod jeden taki. W tym czasie w poznańskim szpitalu na Polnej było ich tylko kilka sztuk, ale wiem dobrze, że gdyby nasz syn urodził się w innej placówce wtedy nie miałby szans!!! Potem Owsiak zaczął głosno mówić o retinopatii, o tym, że wcześniaki mają z powodu przetlenienia chore oczy już od samego początku, że ważne są badania od pierwszego dnia. My też wiedzieliśmy od pierwszych dni, że nasze dziecko będzie miało wadę wzroku. Wtedy jednak nie byliśmy świadomi, że nasze dziecko ma dodatkowy ciężar – chorobę genetyczną. Przez wiele lat śledzę dokonania Owsiaka i to, że ludzie w ten dzień potrafią obudzić w sobie więcej człowieczeństwa. W tym roku zbierane są pieniążki na wczesne diagnozy związane z onkologią. W mojej rodzinie rak zebrał już swoje żniwo. I wiem, że dziś też wesprę WOŚP na miarę naszych możliwości, ale zawsze to robię, bo to ważne cele. Mam nadzieje, że może kiedyś skierują swoje cele na badania genetyczne u dzieci, że my rodzice z dziećmi, które mają rzadkie przypadki w skali światowej, w końcu nasz syn jest w grupie zaledwie 60-ciu osób na świecie – przestaniemy być samotni w swej walce, że w naszym kraju wreszcie ktoś zajmie się i tym poważnym problemem. W końcu, gdyby ktoś nam uzmysłowił, że nasz Tomek ma chorobę genetyczną, to byc może bym jednak coś uratowało, szukała pomocy wcześniej….a nie teraz, gdy choroba czyni wielkie spustoszenia.
Dziękuję Owsiakowi, że choć wieszają na Nim psy, że choć wiele medii odwróciło się, bo jak to mówią – ot przestał być modny? – i szkoda czasu emisyjnego na antenach głównej telewzji….że się nie poddaje. Oby tak dalej Panie Jurku!!! Takie rodziny jak nasza zawsze będą stały za Panem. Pomógł Pan swoim działaniem wielu rodzicom dając im nadzieję, dając im poczucie, że jest sprzęt, który wesprze ich dzieci, często uratuje je od pierwszych chwil życia. 17 lat za Panem i za moim dzieckiem !!! Walczycie jak prawdziwi Wojownicy Światła. Życzę Panu wszelkiej pomyślności!!!
Zasłuchana z Wojownikiem
i całą rodziną
Onet ostatnio wyróżnił artykuł na temat umierania. Czytałam jak to mozna lub nie wypada odejść z tego świata. Dla nas motorniczych jest to coś, czego boimy się najbardziej. Nie. Nie boimy się aż tak bardzo tego, co może nam się wydarzyć, bo przecież każdy z nas stara się jak umie najlepiej zapobiegać takim sytuacjom. Jednak w nasz zawód wpisane są niestety wypadki śmiertelne związane z pasażerami lub przechodniami. W przeciągu ostatniego miesiąca były 3 takie przypadki. Pierwszy – starszy mężczyzna (79lat) – nie wiemy czego szukał w najciemniejszym miejscu, gdzie wiadomo od zawsze, że tramwaj leci z prędkością 50km/h, bo tam nie ma przejścia dla pieszych. Jedziemy tylko pod wiaduktem, który rzuca cień, a i światła tam często nie są zapalone. Ów pan zginął na miejscu. Trafiło na doswiadczonego motorniczego. Rozmawiałam z nim dzien po wypadku. To było przed samymi świętami. Szargany przez policję, prokuraturę. Wóz przebadano. Tysiące pytań. Czy miał szansę zapobiec temu wydarzeniu? Nie. Ten człowiek dobrze wiedział, że prawdopodobnie zginie. Nie wiem czy wiecie, ile samobójców wybiera sobie śmierć pod kołami tramwaju. Są nawet tacy, którzy w ciągu dnia, choć uszli życiem w jednym zderzeniu to potrafią rzucić się pod inny. Ludzie potrafią przejechać pół Polski, żeby zginąć pod naszymi tramwajami. Wiele osób ginie też przez swoją głupotę. Myślą, że „zdąrzą przed tramwajem”. Niestety kończą jak pani, która właśnie od kilku dni walczy o życie. Odcięło jej stopę, poturbowało całe ciało. Ileż to razy sami wyczuwamy kątem oka, że ktoś będzie „skakał”, czyli przebiegnie nam tuż niczym ruszymy albo gdy wjeżdżamy na przystanek. To są minisekundy. Tyle, że tramwaj nie staje w miejscu. On się dalej toczy. Takie dramatyczne przypadki….np. kiedyś dwójka dzieci wysiadło od ojca z taksówki i wbiegło wprost pod tramwaj. Po co to piszę? Piszecie wiele o śmierci. Szanujcie życie. Jeśli chcecie się zabić to zróbcie to domu. Zróbcie gdzie chcecie, ale zostawcie w spokoju tramwaje!!! To zostaje w nas, w ludziach którzy chcą dobrze wykonywać nasz zawód. Często takie wydarzenia obracają się przeciwko nam. To nam zarzuca się brak koncentracji, brak szybkości reakcji itp. Często kończy się to załamaniem nerwowym. Każda kolizja jest prez nas pamiętana, ale takie wydarzenia są ciężarem ogromnym. Nic nie pomaga wiadomość, że „to był TYLKO samobójca”! Dla nas to ofiara, to ktoś kogo zabiliśmy…. Śmierć wpisana jest w nasz zawód…. Szkoda, że ludzie nie rozumieją, że odbierając w ten sposób swoje życie, niszczą też przy okazji życie motorniczego.
Rozumiem oszczędność ludzką. Rozumiem, że cały świat martwi się o kryzys finansowy. Jednak nie pojmuję jak można przejechać przez całe miasto, żeby stać w szalonej kolejce za o 10 gorszy tańszym paliwem. Co lepsze to ono właśnie wykańcza tego kogoś samochód i traci on kilka tysięcy na naprawę silnika, który padł. Lepiej….nie rozumiem, jak można przejechać całe miasto samochodem, bo w jakimś markecie są zupki w proszku tańsze o 5 groszy i ten ktoś kupuje kartony tych „rarytasów” a potem katuje tym swoją rodzinę przez rok…no bo tanie było. Gdzie w tym logiczność? Gdzie cała ekonomia i strategia? Gdy słucham takich opowieści, jak to jedna z drugą zrobiła TAKIE zakupy, to muszę język trzymać za zębami. Wiem, co to bieda, ale to chyba nazywa się chore skąpstwo….
Hej!!! Jakby co to w markiecie obok mojego domu rzucili tańsze koncetraty pomidorowe….ktoś chce? ;D
Po ostatnich dniach pracy dochodzę do wniosku, że agresja słowna rośnie w młodym pokoleniu i zaczynam obawiać się jaka przyszłość czeka nasze dzieci. Skąd takie wnioski?
Niedziela rano…. od 5tej woziłam ludzi, jak to bywa w ten dzień, często tych, którzy dopiero wracali z imprez. Wsiadły dwie nastolatki, choć zrobione jak to mówią, na 25lat. Solara, ciuchy na topie, szpile, włos pewnie z godzinę modelowany. Nie mam nic do zadbanych kobiet. Baaa!! Nie mam nic nawet do nastolatek, które nie wiem nawet po co, chcą wyglądać starzej, bo to nie moja sprawa. Jednak, gdy wsiadły takie dwie panienki – w idealnie wypracowanym duecie (wiecie, jedna blond, druga na czarno, ciuchy i styl ten sam) – i zaczęły się słownie znęcać nad zwykłą dziewczyną, za to że „śmiała na tamtą spojrzeć” to mnie szlag trafił. Jak to mówi młodzież : „jechały z nią jak z szambem”…ku uciesze chłopaka, który im towarzyszył. Oczywiście dziewczyna usłyszała, że nie w tej dzielnicy miasta się urodziła ( bo u nas w mieście jest ponoć wojna odwieczna między Jeżycami a Wildą). Potem poleciały „komplementy” co do stroju jak „szmata”. Co ciekawe ta, którą zaatakowały odpowiedziała tylko, że „skoro ma oczy to ma prawo patrzeć”. Gdyby nie chłopak to owa szczekająca i ujadająca nastolatka by obiła dziewczynę, która „śmiała być bezguściem”, czyli być zwyczajną nastolatką. Nie interweniowałam, ale byłam zniesmaczona tą sytuacją.
Za to wczoraj nie wytrzymałam… Do „mojego” tramwaju wsiadła grupa młodych chłopców( w wieku pewnie od 18-25 maks). Dwóch z nich miało czapki w kolorach afro, nie wiem jak to się nazywa, ale pewnie skojarzycie, w paski żółte, czarne, czerwone itd. Dwóch miało dredy. I był spokój, póki nie wsiadł pochmielony mocno młodzian, który był „uczulony na takie typy”. I zaczęło się. Na początku myślałam, że ktoś głośno rozmawia, ale podniosłam wzrok na lusterko, a tam zobaczyłam, że ów młody mężczyna zaczyna atakować spokojnie stojącą grupę. Gdy leciały tylko słowa to siedziałam spokojnie, ale gdy skoczył i z główki, niczym Zidane, uderzył w jednego z chłopaków, to się sama wściekłam. Ten, którego zaatakował zachował spokój, nie chciał atakować. Wysiedli całą grupą dla spokoju ducha. Jednak tamten jechał dalej z nami a razem z nim buchająca agresja. Gdy zaczął atakować słownie matkę z dzieckiem to już było ponad moje nerwy. (Zresztą dziś sama się śmieję, ze ja nadal szybciej działam niż myślę.) Zatrzymałam tramwaj na przystanku, wyszłam z kabiny i podeszłam na bezpieczną odległość do natręta i najzwyczajniej w świecie zapytalam, czy ma jakiś problem, że jeśli się nie uspokoi to wzywam w tej chwili nadzór ruchu lub policję, że nie jest sam, że inni pasażerowie nie płacą za jazdę w takich warunkach, że albo ma wysiąść, albo posadzić tyłek na siedzenie i siedzieć w ciszy…. i co ciekawe zamknął się. Usiadł i przejechaliśmy tak długo aż nas opuścił łaskawie.
Tyle, że oba te wydarzenia pokazały mi kolejny raz, że obecnie młodzież dzieli się na dwie grupy. Na tych, którzy chcą spokojnie przeżyć dzień i na tych, których bawi niszczenie innych i to z błahych powodów, ale co gorsze……ludzie boją się zareagować. W obu tramwajach jechali mężczyźni. Żaden nie zareagował, nawet gdy zaatakowano kobietę z dzieckiem. Aż tak boimy się wyrostków? Przecież nasza bierność dodaje im skrzydeł. A może ja się mylę? Już sama nie wiem.
188e308877f0e229277bf9989d739c7c
Kochani mam jak dla nas wspaniałą wieść.
Dzięki Stowarzyszeniu Inicjatyw Społeczno – Gospodarczych z Jaworzna można w od teraz dokonać wpłat 1% na rzecz naszego Tomka – Wojownika. Link do specjalnego bloga, który zawiera wzory, dane itp. umieszczam tu i obok, plus na blogu synka. Troszkę to trwało, ale jak widzicie kolejny raz udało nam się coś zrobić dla lepszej przyszłości naszego dziecka. Jestem szczęśliwa, bo to daje nam większe poczucie stabilności i szanse, że jednak gdzieś w świecie znajdziemy odpowiedzi na chorobę, która stała się dla mnie wyzwaniem. To, że w Polsce tak mało się o niej wie, nie oznacza, że gdzieś tam w świecie nikt z tym nic nie robi. Nie wierzę w to!!! Jeśli zechcecie nas wesprzeć będzie to dla nas WIELKA SPRAWA, bo wiem, że choc dwoję się i troję, to i tak bez pomocy dobrych ludzi nie udało by mi się – być tak silną i zdeterminowaną. Z góry dziękujemy!!!
Oto link do strony z formalnościami:
[URL="http://www.1step-krs.blog.onet.pl"]www.1step-krs.blog.onet.pl[/URL]
Jak widzicie otworzyłam osobny blog, rózniący się w nazwie tylko skrótem KRS , czyli nazwą kont 1% …. Tam będą tylko dane na ten temat.
Ostatnio jest modny temat…..jakby to było, bez tego z XY , czyli faceta pełną gębą….. Muszę wrzucić swoje trzy grosze, skoro już dorwałam się do kompa.
Uważam, że my – kobietki – choć takie jesteśmy już męskie, że O!!! Nawet tramwaje prowadzimy ;D – to jednak bez chłopów byśmy zgnuśniały. Dlaczego? Ot np. o kim byśmy plotkowały? Męskie tyłki to temat zawsze na topie. Na kogo byśmy narzekały? Na siebie same? A tak, wracasz do domu, a tam skarpetki w kącie, jakieś mapy rozwalone, tam gdzieś leży jakiś sprzęt w częściach. Normalnie wiesz, że żyjesz! Do tego, kto by nam gderał nad uchem? Możesz Moja Droga przeżyć bez: ” Kochanie, a gdzie to leży?” albo „A mówiłem Ci, żebyś tego nie ruszała, bo się na tym nie znasz!!!” lub ” Znowu gdzieś wychodzisz?” i „Czy Wy baby musicie tyle gadać i o czym?” Ach dorzucę jeszcze coś….np. okupację telewizora albo komputera. Z kim byś walczyła na „sieć i pilot”? A tak przynajmniej możesz poznać aspekty obrony w trzecioligowym klubie piłkarskim, albo że wentylator jak się go pędzelkiem to przestaje hałasować, no i że na allegro można kupić scyzoryk McGayvera ( jakkolwiek się do pisze). I coś jeszcze ważniejszego!!! Kim byśmy sterowały, kierowały? Bez tej nędznej szyi głowa by miała duże opory w ruchu…choćby popatrzcie na egzemplarze przy władzy….krótka szyja lub jej brak to koszmar!!!
No dobrze…..idę, bo mnie męska część świata do kuchni ciągnie….pewnie chcą mi przypomnieć, że oni mrożonek nie jedzą…..a szkoda!!! Wszak powinni polubić!!! Ponoć oni mają już tylko krok do bycia mamutem…. Zamrożę ich a potem będę miała takie modele z odzysku ….wszak nie jedna będzie wspominała historie trącające myszką …gdy on mówił do niej : „Mysiu jak ja Cię kocham, ale….”
Zima przyszła. Moje 4litery dziś przemarzły, bo w ramach nie wiem czego, wyróżnienia, czy kary ;D dali mi dziś do prowadzenia wagon zabytkowy, a w nim wieje, zeby nie rzec bardziej dosłownie, jak w KIELECKIM!!!! Od 4rano podziwiałam piękny oszroniony świat….. ale z drugiej strony postanowiłam umieścić apel:
Kochani!!!
Wiem, że jeszcze wielu z Was ma wolne, że jeszcze imprezujecie, bo karnawał.
Wiem, że niektórzy wrócili do pracy po długim odpoczynku….
Uważajcie na drogach i nie szarżujcie za kółkiem!!!! Podziwiałam też dziś niestety przejawy głupoty, które kończyły się wirowaniem niczym bąk na środku torowiska, dachowanie fury, że aż żal było patrzeć, urwanie tego, co było wcześniej przodem samochodu. To jakiś obłęd. Im cięższe warunki pogodowe, tym gorsze zachowanie uczestników ruchu. Piesi łażą jak święte krowy, kierowcy obtrąbując się jak na jakiś zawodach dźwięków prześcigują się w kombinacjach alpejskich, jakby tu się wcisnąć, jak tu ominąć tramwaj z lewej jego strony, czyli jadąc w pełni pod prąd. Od 4tej rano do 14stej można było oszaleć!!! A my w torach mamy śnieg, pluchę….. jazda figurowa przy tym to pikuś. To jakby słoniowi dać łyżwy ….. słoń ma kiepskie absy!!!!
Uściski serdeczne i o rozwagę wnoszę!!!!
Całe święta się trzymałam z dala od tego, a teraz mnie dorwało ze wzmożoną siłą. Lampka czerwonego wina i zapach igliwia…. i nocą obudziły się demony, które najpierw mnie deliktanie podgryzały, a teraz czuję je dosłownie w każdej komórce ciała….
Brak mi śp. Taty………….brak mi domu, z którego uciekłam…
Absurd?
15 grudnia minęło już 16lat odkąd Go nie ma. Odkąd ucichł Jego śmiech. Pewnie po części wszystko przez tą biel na dworze i wspomnienie ….pamiętam jak kiedyś ciągnął nasze sanki. Wygłupiał się i nie zauważył bruzdy w śniegu. Padł jak długi a my też, bo szarpnięte sanki podskoczyły. Pamiętam jak Jego czapka uciekła na kilka metrów do przodu. Leżeliśmy w śniegu zanosząc się śmiechem….
Pamiętam ich kłótnie. Siedziałam na schodach, na samym ich szczycie. Przykucnięta jak mysz pod miotłą, a na dole wrzała wojna na słowa. Wtedy wrzała wojna na pięści. Pamiętam jak ruszyłam między nich. Kubek kawy rozbity na ścianie. Jej obita twarz. On zalany łzami….
Pamiętam jak jadł cebulę niczym jabłka…wstawał wcześnie rano, żeby zrobić mi „hapsiki”….kroić kanapki na kęsy…. żeby tylko zjadła….
Pamiętam jak z nią szyłam klęcząc do nocy na podłodze. Kroiłam nożycami różne materiały, projektowałam odzież, żeby ona była zadowolona, żeby wreszcie była ze mnie dumna, żeby wreszcie poczuć miłość…..
Pamiętam moje czoło uderzane w stół, raz za razem, bo znów coś nie powiedziałam, bo znów coś zataiłam, bo jak śmiałam mieć marzenia….potem kabel, pas, laczek z twardym tyłem, ścierka była wybawieniem…. a jej dłoń była oprawcą dla ciała i duszy i nikt nie mówił o prawach dziecka….
Pamiętam jak siedziałam u Niego na kolanach….jak prasowałam Mu błękitną koszulę….jak mówił do mnie „mycha” i nie czułam się myszką….
Pamiętam wyjazdy na zawody i strach, co tam się dzieje, strach, że muszę wracać….strach o nią…..strach o niego….o brata, którego nawet dobrze nie poznałam….
Pamiętam szkołę….tą dziewczynę wyalienowaną do granic możliwości….dziewczynę, która od zawsze coś pisała, która czytała wszystko, co wpadło w rękę i tak jej zostało do dziś, że nawet gdy ma czas na końcówce, choćby 7minut to zawsze pochłania jakąś książkę….
Powroty do korzeni…..
są trudne i nadal bolą
wytarte jak niemodne jeansy
są pod skórą, którą mam taką twardą…
Przeczytane tony książek, wysłuchane tysięczne rozmowy….
Wiem, że zaszłam daleko…że ucieczka była dobrą drogą….że pójdę dalej i że nie boję się żyć. Nie boję się tego co za mną. Szkoda, że tylko bólu nie umiem jeszcze przerobić, choć wybaczyłam, choć mam przecież świetny kontakt z rodziną. Muszę chwycić znów za igłę….wyszyć z siebie tamto…albo pędzle i zamalować świat myśli, zamienić go w bezpieczne plamy…. Ten rok będzie twórczy pod każdym względem!!!
Mówią, że jak zaczniemy Nowy Rok tak cała reszta się potoczy…. U mnie zaczęła się leniwie … i oby ten spokój trwał.
Za to w moim rodzinnym mieście spłonęła szkoła. Wczoraj w nocy pod drugi wagon tramwaju weszła kobieta – zginęła. To druga ofiara w grudniu. Wcześniej prawdopodobnie śmierci szukał straszy pan, bo 78 letni przechodził w ciemnym miejscu….wszedł wprost na rozpędzony tramwaj. Czyżby wiek lub samotność była dla nich za ciężka? Wiele osób zginęło przez swoją bezmyslność. Obserwowałam imprezę, która odbywała się piętro wyżej. O północy zamiast miłych słów leciała „łacina” w kierunku grupy osób, która puszczała fajerwerki w szkole obok naszego bloku. Nie potrafili się cieszyć, że mogą popatrzeć jak inni też świetnie się bawią. Liczyły się tylko obelgi i drwina. Ktoś później wpadł na pomysł, że będzie kierował fajerwerki dokładnie w budkę stróża na strzeżonym parkingu. Czy my inaczej nie potrafimy? Musimy niszczyć, znieważać? Nie wspomnę o tym, że wiele osób o poranku wsiadło w stanie wskazującym …. Pewnie, że kocham sylwestra i ten zgiełk, i to zamieszanie … tylko, że dostrzegam to, że z roku na rok gnuśniejemy, że stajemy się społeczeństwem albo osób zamkniętych, wręcz kastowych …. albo żyjemy tylko po to, żeby coś niszczyć. Szkoda…. pamiętam czasy imprez naszych rodziców….ważne było, żeby razem…skromnie może, każdy coś tam przynióśł, ale bawili się wzmacniając się wzajemnie, dbając o siebie, o tych co przyszli, o to, żeby nikt nie czuł się samotny…. Sąsiad dbał o dobytek sąsiada. Pewnie, że były wypadki, że pijanych nie brakowało, że świat był trudny, ale …. był inny klimat. Teraz rozsyłamy smsy, e-maile, spotykamy się w wielkim tłumie w centrum miasta, po drodze przy tym obrzucamy często błotem kogoś, ot tak dla odstresowania. Jak wiele osób zostało przez nas zapomnianych… Może byłam zbyt trzeźwa ;D wszak po piccolo inaczej być nie mogło….ale mogłam przynajmniej na chłodno popatrzeć na nasz świat…. ten Nowy….
Kochani skoro już Nowy Rok zaraz zapuka….no dobra za jakieś 30h, gdy to piszę…życzę Wam….
hmm…niech no pomyślę….
Moozaice …. księcia jak w bajce!!! A co!!! O jeden więcej chłop nie zaszkodzi … takiego też Czarnuszce …. wszak o to chodzi!!! Różyczce oby Ten co tak koło niej drepcze, niech już zostanie i wiersze szepce… Toscaniu, która tuliPana już ma – niech los da szczęście tak z razy dwa!!! Kotowi, który tu bywa …. niech każda chwila będzie osobliwa… Mag mi tak bliskiej otwarcia życzę na życie, na ludzi, na wyjście z ukrycia …. Dzwoneczkowi, żeby uśmiech w niej się rozdzwonił…. Boską Halinkę niech spełnienie dogoni. Agnieszce sukcesów na miarę mistrza … Cool-eczce …. świat niech wszelkie marzenia ziszcza. Ty Moja Droga choć mało wierzysz, będziesz jeszcze większa niż największa z wieży!!! Patrysi mapy z drogą do Radości, Słonecznikowi słów, bo zbyt mało w blogu swym gości. Małej Dorrotce miłości wielkiej, a Hamletowi mniejszej rozterki. Laurze pociechy z tego co bliskie, a Melancholii…. schody tak niskie, żeby były płaszczyzną, równiną…. Basi, żeby zagraniczna wojaż stała się jej krainą. Pisarzowi, żeby wrócił do nas…i niech nam Mosię też sprowadzi chociaż. MAK-owi życzę szalonych przygód, Kici koci niech los da więcej przyjemnych wygód, niech już odpocznie, niech ma czas dla siebie….Wojtkowi zaś Wisowskiemu gwiazdki na niebie ;D ….Anielskiej Mili ….niech pomyślę chwilę….niech los jej podeśle talentu milę lub worek wielki… Kili uśmiech wszelki. Lacri, żeby Księżyc dostała, Piszącej Kobietce by była tak samo wspaniała. Kamie …. oj Tobie Moja Ty Droga niech los podeśle anioła, co na codzień pomaga. Małgosi zdrówka pod dachem, Fasolce pociechy i radości za jednym zamachem. Nati i Lawendowej …. Kochane Kobietki niech wreszcie los będzie dla Was jak słodkie cukierki. Mai humorku i worek zdrowia, Ani, żeby na psoty Olwiera była gotowa ;D Jadze Nagiej niech los da moc słowa, żeby była na talent gotowa. Kochanej Bajeczce, żeby taka była, jak bajka…zawsze szczęśliwa. Dorotce też niech życie da szczęścia bonus, niech będzie wszystko, że jest a nie, mus to mus…. Sigusi, żeby rozbłysła nadzieją. Mic i Awie …. niech Ich buzie zawsze się śmieją. Koliberce wiatru w skrzydła. Lawendowej, żeby zwyczajnie była, bo dzięki niej świat jest piękniejszy. A tym ,co ominęłam niechcący ….Niech Nowy Rok będzie kimś lekko dającym: i szczęście wszelkie, i marzeń spełnienie….
Kochani….. Wszystkiego co naj w Nowym Roku!!!
Życzy zasłuchana z łezką w oku
*