Niedzielny uśmiech

Dziś już niedziela i mogę napisać kilka dobrych słów. Dzieci przespały od pierwszej do szóstej bez budzenia na kibelek i bez przygód z zanieczyszczonym prześcieradłem. No i na śniadanie zjedli cały chlebek z dżemem, którego już nienawidzą, ale wytłumaczyłam Im, że im więcej jedzą tym więcej mogą brzuszek wzmocnić i cały zresztą organizm. Zawzięli się. Dla śmiechu porobiliśmy fotki z pola bitwy. Artysta martwi się, że jutro znów czeka Go kłucie, bo muszą Mu zbadać poziom cukru. On faktycznie najlepiej sie ma z całej gromadki, bo nawet pielęgniarkom dokazuje. Dziś rzucił do siostry podczas wstrzykiwania antybiotyku: „Ostrożnie!” Na co siostra, że : „Ostrożnie to z jeżem.” A Artysta nie zrażony komentarzem dopowiedział: „A jest pani przekonana, że nim nie jestem?” Siostra zaśmiała się i stwierdziła, że wezwie do Niego weterynarza. To pierwszy miły poranek. Lekarka powiedziała, że teraz już trzeba czekać. Leki idą w kółko te same. Tylko to jedzenie identyczne codziennie Ich wykańcza. Są na diecie węglowodanowej. Dostają na śniadanie : Chleb z dżemem. Obiad: Papka z pyrek, jabłek ugotowanych, marchewki. Kolacja: Chleb z dżemem. Podwieczorek: chrupki zwykłe kukurydziane i po kółku chleba różowego. Codziennie to samo. Czy tego nie można wzbogacić? Co gorsza dżem też na okrągło ten sam. Aż mi ich żal pod tym względem. Wojownika znów boli ręka pod wenflonem. Pewnie wieczorem znów będzie trzeba go zmienić. Koszmar, bo miejsc już powoli brak. Miłej niedzieli…a ja jak codziennie…idę lulu i znów do szpitala.

Wpis opublikowaliśmy 30 listopada 1999

Wsadźcie sobie przepisy….

Zaraz idę do dzieci, ale najpierw wyrzucę wściekłość, bo dymi mi dosłownie z pyska. Wiedziałam, ze żyję w chorym kraju, że żrą go różne robaki, ale dziś mam chęć powiedzieć tym mądrym na górze: „a wsadźcie sobie te całe wasze przepisy tam, gdzie kończą się plecy….w wasze zakichane cztery litery!!!!” Co mnie zeźliło? Jesteśmy z mężem na zmianę w szpitalu. Nie ma kto nas wyręczyć i nawet szczerze powiem nie chciałabym, żeby ktoś mnie wyręczał. Dlatego też mój mąż postanowił wziąć opiekę na dzieci….i co? Szlag jasny!!!! W tym kraju nie można wziąć opieki na dzieci znajdujące się w szpitalu, bo tam „szpital przejmuje nad nimi opiekę.” Możne wziąć dopiero, gdy z tego szpitala wyjdą. Rozumiecie tą paranoję? Nie możesz opiekować się dzieckiem!!!! Mąż musi wziąć chorobowe. Czy to nie jest chore? Ludzie jak tak można postępować. I ten kraj niby sprzyja rodzinie? W tyłek z takim krajem!!! Wściekła jestem. Wściekła, że znów przepisy pokazują paranoję w jakiej żyjemy. Słychać mnie? Niech to szlag…. Darmozjady wymyślają przepisy, które są absurdalne!!!!!!!!!!!!!!

Ok. Ulżyło mi. Idę do dzieci…..

Wpis opublikowaliśmy 30 listopada 1999

Dla Niego

Jutro mamy rocznicę ślubu……

mogłabym tu napisać wiele słów……..

tyle, żeby wystarczyło na lat 16 od czasu ślubu…na lat18 od czasu bycia razem….

ale nie napiszę wiele….

jedno zdanie…..

Życie bywa pełne czekoladek – słodkich i gorzkich…pamiętaj, że trzymając pudełko razem, łatwiej utrzymać równowagę smaku.

Dla Męża

Zasłuchana

[URL="http://pl.youtube.com/watch?v=wxapsgbg8p4&feature=related"]http://pl.youtube.com/watch?v=WxaPSgBg8P4&feature=related[/URL] [URL="http://pl.youtube.com/watch?v=tmkbuf0sdvi&feature=related"][/URL]

Wpis opublikowaliśmy 30 listopada 1999

Upadek

Są dni, gdy za oknem pada deszcz.
Są dni, gdy życie gorzkie jest.
Są dni, gdy każdy krok jest błędem.
Są dni, gdy graniczysz z obłędem.
Są dni, gdy płyną słone łzy…
Dlaczego ja? Dlaczego Ty?

Dziś być może dziwny wpis. Są dni, gdy łapię się na tym, że życie zatacza swój krąg.
Pojawiają się wtedy decyzje. Składają się wtedy drobne fakty w pewną całość. W takich chwilach albo unosi człowieka powietrze w górę. Bywa jednak tak jak ja dziś się czuję.
Jakbym przywaliła mocno w matkę ziemię. Ktoś mi kiedyś zarzucił, że idealizuję siebie. Nie mam takiej potrzeby. W takie dni jak dziś jestem taka jak wczoraj. Tyle, że wczoraj biła ze mnie siła. A teraz … jestem tylko omylną osobą. Jestem kimś kto popełnia tysiące błędów. Jestem kimś cholernie niedoskonałym. Kimś, kto nie wie jak żyć. Tysiące razy nie znam odpowiedzi na pytania, choć staram się zrozumieć. Gdy mam z czymś problem to siadam i oglądam problem z każdej strony. Jednak i wtedy potrafię czuć swoją małość. Nie jestem ani silna, ani mądra, ani szlachetna. Jestem tylko kobietą. Zwykłą kobietą. Kobietą, która nie umie odpuścić sobie grzechów. Kobietą, która zna swoje słabości. Kobietą, która choć próbuje żyć, czasami zupełnie nie wie jak to zrobić. Nie umiem kochać jak należy. Nie umiem rozumieć jak należy. Staram się… ale mi to nie wychodzi. Ktoś mi tu kiedyś napisał, że przynoszę pecha, że złem jestem, że zabieram energię innym, że tylko biorę. Chyba miał rację. Nie. Miał rację. Dziś słyszę głos matki mówiącej do mnie, że „jestem kimś kto na miłość nie zasługuje.” Dziś w to wierzę. Nie pytajcie mnie o co chodzi. Nie umiem ubrać tego w słowa. Zwyczajnie … stałam się nagle nikim.

Wpis opublikowaliśmy 30 listopada 1999

Dzieje się …oj dzieje….

Mój poziom intelektualno – emocjonalny dziś jest na takim oto poziomie:

Od wczoraj prowadzę negocjacje z klientem…
jestem bliska obłędu…. i wygranej? – mam nadzieję….

Wpis opublikowaliśmy 30 listopada 1999

Brzydota

Na ulicy stoi dwójka małych dzieci z matką. Obserwują mijających ludzi. W pewnym momencie maluch rzuca komentarz: „Ależ ta pani jest brzydka!” Słuchając ich biernie zdałam sobie sprawę, że im jesteśmy starsi tym bardziej chcemy ukryć fakt, że brzydota istnieje, a nawet gorzej…my wpychamy ją w głębie nas samych. Nie jest brzydka sąsiadka. Za to my patrząc w lustro widzimy same wady. Toniemy w wydumanej bądź rzeczywistej brzydocie. Nie wypada nam powiedzieć, że dziecko na ulicy jest brzydkie, bo wciskamy w siebie opinię, że dzieci brzydkich nie ma. A jaka jest rzeczywistość? Czy z tzw. ręką na sercu możecie powiedzieć, że wszystkie dzieci są ładne? Nie wypada, żeby powiedzieć, że ktoś namalował brzydki obraz, bo sztuka ma swoje prawa. Może to my w tym obrazie nie widzimy piękna? Subiektywność, ale czy można za nią się chować? Pewnie, że dla każdej matki jej dziecko jest jest najpiękniejsze. Pewnie, że koleżance nie powiemy, że jest brzydka jak nie wiem co, bo nie chcemy nikogo zranić jakby asekuracyjnie licząc na to, że i nas nikt nie skrzywdzi. Czy to oznacza, że wraz z wiekiem toniemy w tzw. kulturalnych kłamstwach? Dzieci mają prostą strukturę – mówią co myślą i chyba przez to lżej się im żyje. My wraz z wiekiem musimy coraz częściej przymykać oczy, dobierać słowa…. że też się nie podusimy….

Wpis opublikowaliśmy 29 listopada 1999

INFO

Niestety nie przyjechał. Dostała tylko smsa z przeprosinami i wyrazami szacunku, że dziś nie dotrze…. Cóż…trudno… Nie wiem czy to oznacza, że później się odezwie, czy zrezygnował całkiem, ale na poniedziałek mam umówione następne spotkania. Czas pokaże. Za to jedno zyskałam….chatka lśni :) Cóz tym razem czepek był dziurawy Książę;D

Wpis opublikowaliśmy 29 listopada 1999

Do mojego Wadera ;D

Jesteś dla mnie wstrętny, okropny, ciągle masz focha, marudzisz, utyskujesz, coś tam pod nosem gadasz do siebie, rzucasz kłody pod nogi, ale…

kocham Cię …
nawet, gdy muzyczkę w komórce zrobiłeś „killing me softly” …. gdy ja dzwonię….
www.youtube.com/watch?v=gYl2pztQjdM
wiem, że…
też mnie kochasz, choć formy wyznań masz najdziwaczniejsze pod słońcem.
Jak przyjdziesz do łóżka spać to zdejmij maskę…. nie lubię jej.

To wyznania Zasłuchanej po 3 drinach z żubrówki…i soku gruszkowego… po nerwach nie ma śladu. Auuuuć …w łepetynę oberwałam poduchą. Dobranoc ;D

Wpis opublikowaliśmy 29 listopada 1999

Kawa pokolizyjna

Popijam sobie weekendową kawę i staram się zgubić stres po pracy. Mój pierwszy weekend od nie wiem już jakiego czasu i powinnam czuć relaks, a jednak nie potrafię zapomnieć dnia wczorajszego.

W moim mieście trwają targi, a zatem miasto mamy zatłoczone całkowicie. Nikt nie przestrzega reguł jazdy, a więc i moje praca staje na głowie, żeby spokojnie przewieźć pasażerów. Niestety wczoraj miałam kolizję. Była nieprzyjemna sytuacja, choć to rysa niby – tylko na samochodzie a tramwajowi nic się nie stało, ale pierwszy raz poznałam, jak to kierowca za wszelką cenę będzie ratował swój tyłek, kosztem motorniczego. Wmawiał mi winę głośno się unosząc. Rzecz jasna pełen furii wezwał policję. Pasażerowie byli za mną i choć ja niewiele mówiłam, to oni faceta obrzucili słowami nie zawsze górnolotnymi, gdyż oburzenie wywołał fakt, że winę przypisuje się mi. Wjechał mi w torowisko wydzielone białą linią i prawdę mówiąc, gdyby się nie ruszył to bym go ze spokojem wyminęła, ale on chciał wykonać jakiś niezrozumiały dla mnie manewr i w pewnym momencie jego auto znalazło się na linii graniczącej z tramwajem. I usłyszałam tylko odłos tarcia ……….. gdyby stał tak jak był incydent to byłoby ewidentnie widać, że to było jego wina, choćby po ustawieniu kół samochodu. Jednak on odjechał na kilka metrów i tam zaczął wraz z żoną obrzucać mnie błotem. Cóż…przyjechał nadzór mpk i policja. Sprawdzono mnie od tachografu po dmuchanie …… Kierowca dostał madat, który przyjął, bo i ja miałam świadka, który dokładnie widział zajście i wszystko jasno wyjaśnił policji, jak i nadzorowi. Wiem, że to już za mną, że jak to mówili koledzy -” jeszcze wiele razy to cię czeka „- ale przeżyłam to mocno. Dziś czuję się tak, jakbym sama się zderzyła z tym samochodem a nie mój tramwaj. Nie rozumiem ludzi. Gdybym popełniła błąd to bym śmiało się przyznała, bo przecież też możemy mieć złe dni, ale cięzko jest się bronić przed obwinianiem kogoś, kto w oczy kłamie. Dlaczego ludzie nie potrafią zrozumieć, że my tego nie robimy ot tak sobie……….to nasza praca. Nie umiem się uodpornić na takie sytuacje. Wiem, że wyciągnęłam wnioski, że jeszcze bardziej się wyczulę na sposób jazdy……..ale niestety teraz też już wiem, że wielu rzeczy nie jestem w stanie przewidzieć i smuci mnie to……… Przecież to tylko zależy od kultury jazdy i odrobiny empatii……. Jak to i powiedziano wczoraj – „ty jesteś niedzisiejsza!” – wygląda na to, że tak.

Wpis opublikowaliśmy 29 listopada 1999

Internetowe epitafia

Dziś znów w prasie znalazłam „perełkę”. Otóż uświadomiono mnie, że istnieje serwis : „www.pamietajmy.com.pl”, w którym można umieścić zdjęcie osoby zmarłej, jej historię życia, czyli zrobić dla zmarłego stronę pamięci. I nie byłoby może w tym nic złego, gdyby nie pojawienie się myśli, że w ten oto sposób wiele osób nie ruszy tyłka na cmentarz w święto zmarłych, bo lepiej i taniej wstawić wierszyk na stronie, zapalić wirtualną świeczkę niż zadać sobie trochę trudu, żeby uprzątnąć grób, klęknąć, pomodlić się…jak to mówią, choćby raz na rok przypomnieć sobie o dawnych bliskich. Przeraża mnie co będzie dalej. Czemu jeszcze nikt nie stworzył takiej strony dla zwierząt. Przecież jak szaleć to szaleć. A w dniu święta zmarłych zamiast amerykańskich psikusów typu helloween my będziemy rozsyłać sobie linki do zmarłych. Jestem chyba kobietą starej daty, ale niektórych rozwiązań nowoczesnych nie potrafię zaakceptować. Lekko traktujemy życie, zaczynamy tak samo traktować umarłych. Co dalej? Takie chore pomysły przecież potrafią iść już później lawinowo. Od roku chodzę sprzątać grób matki moich znajomych. Nie mają kiedy przyjechać. Dla mnie to nie jest problem, bo ja całą rodzinę mam pochowaną 100km od mojego miejsca zamieszkania, ale nie wyobrażam sobie, żeby zastąpić tą ciszę przy grobie na puszczenie Bacha w domu i zapalenie świeczki na monitorze. Nie wyobrażam sobie braku rozmowy z śp. Tatą nad grobem w zamian rozkoszując się siedzeniem przed komputerem. Widocznie nie jestem aż tak nowoczesną kobietą.

Wpis opublikowaliśmy 29 listopada 1999

Ciche szepty bywają krzykiem

Zobacz koniecznie!