Jakby było Wam samotnie….

Słuchajcie jakby co…. osobiście Sylwestra najpierw rano zaczynam prowadzeniem tramwaju nr…a tu już tajemnica ;D , bo ktoś musi przecież ludzi powozić ostatni raz w roku do pracy…. a wieczorem w związku z tym, że mój mąż pracuje całą noc …. będę z dziećmi grała w rózne szalone gry…np. Totem czy inne takie…. Jakby któreś z Was nie miało co ze sobą począć…to Zapraszamy!!! Jeśli rzecz jasna nie boicie się pojedynków na śmiech i … śmiech ;D

Wesołego Nowego Roku !!!!!!!!

Wpis opublikowaliśmy 30 grudnia 2008

Wysnute nocą

Wczoraj późnym wieczorem oberwałam ….poduszką w łepetynę od swojego Potwora Mężowskiego. Za co to leją? Za moje myśli kudłate …. ale czy tak do końca? Hmm…. Bowiem wczoraj doszłam do wniosku, że troszkę żałuję, że moje ciało musiało przyjąć zabieg podwiązania, dla rzec jasna mojego bezpieczeństwa i podjęłam tą decyzję licząc się właśnie z takimi odczuciami, jakie się obudziły w te święta. Skąd myśl? Cóż…. patrzyłam na naszą trójkę dzieci i zdałam sobie sprawę, że dopiero teraz dojrzałam do bycia matką jaką zawsze chciałam być. Może to głupie….choć myślę, że nie ….przez moment zapragnęłam mieć dziecko i zrobiło mi się potwornie przykro, że to zwyczajnie niemożliwe…. Pewnie, że jestem świadoma, że i tak mam tu niezły kocioł z troskami, ale nawet moje dzieci się śmieją, że mogłaby być w domu „dzidzia”.

Tak oto musiałam się zmierzyć z poczuciem, że są rzeczy nieuniknione, że nie przeskoczę czegoś. Zadałam sobie też pytanie czy byłoby inaczej, gdybym z macierzyństwem poczekała do teraz, bo przecież gdy wchodziłam w ten świat byłam bardzo młoda – 21lat – niby dojrzałam ale jednak…. brakowało mi tego, kim jestem teraz. Z drugiej strony wiem, że ciężko by mi było obecnie mierzyć się z problemami tamtych czasów, chocby ze względu na wiek. Wnioski? Pierze bywa ciężkie ;D A serio … Byłabym dobrą matką dla następnego Maleństwa… i nie ma nic piękniejszego niż bycie w ciąży, ale nie ma co gdybać… Czas, dawne decyzje, to już za mną….Teraz trzeba życ dalej. Ale i tak w nocy śniłam o Małej Dziewczynce w moich dłoniach…. Spod powiek nikt mi nic nie wydrze, a przemyślenia jeszcze bardziej mnie motywują, żeby wspierać nasze Dzieci i Ich zmagania ze światem.

Wpis opublikowaliśmy 28 grudnia 2008

Końcowo – roczne przemyślenia

Takie wolne dni na koniec roku nastrajają do robienia sobie podsumowań. Popijam ciepłą herbatę z cytryną i przelatuję w myślach cały ten rok. Był tak intensywny, że stwierdzam, że dobrze, że nic nie zakładałam, żeby coś wykonać, bo bym chyba eksplodowała ;D Jestem zadowolona, że tyle przetrwałam, że doszłam tu, gdzie jestem, że nie poddałam się w tylu sprawach, i że umiałam jednak z wielu zrezygnować w imię czegoś lepszego. W tym roku wiele się znów nauczyłam o sobie. Widzę, że im bliżej 40tki tym więcej we mnie dojrzałości. Przestaję powoli być rozdratą kobietą, w której buntowało się dziecko o niespełnionych aspiracjach, a staję się kimś, kto wie czego chce i dokąd musi podążać. To chyba mój największy sukces. Przestałam się bać żyć!!!

Przeglądałam mój blog i widzę jak się chowałam za swoimi myślami, jak uciekałam od samej siebie. Czułam, że chcę dogodzić całemu światu, a nic mi nie wychodziło. Teraz wiem, że szczęście zaczyna się i kończy w nas – choć to brzmi całkiem egoistycznie, ale tak jest. To właśnie uświadomił mi Tomek – mój Wspaniały Wojownik. Ten rok był dla nas niezwykłym sprawdzianem.Choroba postępuje bardzo szybko, ale nas wzmocniła, bo …. bo życie musi iść dalej a my musimy sprawić, żeby było każdego dnia coraz lepsze, coraz ciekawsze, bo nic nie jest wieczne, nic też się nie powtórzy. Żadna szansa nie zapuka kolejny raz do okna. Poza tym, gdy czytam narzekanie…. nic nie zrobi się samo!!! Jak mawia Tomek …”nie otworzysz książki – nie poznasz czy jest tylko dobrą okładką, czy może jest wspaniałą przygodą!!!” W życiu nie warto marnować czasu na bierne czekanie. Nieprawdą jest, że są rzeczy nieuniknione… są tylko rzeczy, na które nie jesteśmy gotowi, ale to nie oznacza, że na nich kończy się świat. Moja Córka – Aga śmieje się, że mam nowy styl „wyciskam życie jak cytrynę – nic nie może się zmarnować.” Coś w tym jest!!! Gdy patrzysz w oczy Dziecka, które gaśnie przez chorobę i zdajesz sobie sprawę, że ono walczy do konca to musisz robić więcej, bo ono na to liczy, ono musi być pewne, że odnajdzie moje ramię… Tyle razy słyszę, że los „tak nas doświadcza”…. Ten los to DAR!!! Dlaczego? Bo wiem, że mamy coś do przekazania światu, że musimy czegoś nauczyć innych. Wierzę, że nie dzieje się to przez jakiś marny przypadek. Wierzę, że to miał być ten czas!!! Bo ja dopiero teraz wiem, co mam czynić, jak postępować, jak walczyć, jak rozumieć. Może to brzmi absurdalnie, ale widzę ściężkę i przez to nie boję się o poranku tego, co ma nadejść. Pewnie, że życie mnie ciągle zaskakuje, ale to jego piękno. Pewnie, że żałuję, że muszę aż tyle czasu pracować, ale wychodzę z założenia, że w tym też jest jakiś sens. Przecież bycie motorniczą to też wyzwanie. Odpowiadam za życie ludzkie. Moi koledzy się śmieją, że „ot zwykła praca”…. Nieprawda. Każdy kto wsiada liczy na to, że dojedzie spokojnie, że trafi tam, gdzie chce. Nie mówię już o tych wschodach i zachodach słonca….przez całe swoje życie nie widziałam ich tyle co teraz. Jaki to był rok? Dla mnie ekscytujący!!! Zgadza się, że poniosłam sporo porażek, ale nadal uważam, że w naturze jest równowaga, że to pewnego dnia mi gdzieś los wynagrodzi. Nauczyłam się, że trzeba dawać życiu szansę. Stałam się swoistym zaproszeniem…. każdego dnia zapraszam życie, żeby pokazało mi jakąś ścieżkę….raz wybieram tą, a raz psocę i schodzę na manowce….ale dzięki otwartości życie przychodzi do mnie śmielej niż kiedyś. Po co to piszę?

Miałam czas Was poczytać…. i co smutne, widzę jak wiele osób boi się żyć. Tak. To, co piszecie to strach przed samym sobą…. macie pragnienia, marzenia, plany…. część z Was podąża ciągle tymi samymi ścieżkami….otwórzcie się….To,że znacie 100 osób nie oznacza, że nie musicie poznać 101-wszą, że jak tysięczny raz coś Wam nie wyszło – nie oznacza, że czas odpuszczać…. Diabeł tkwi w szczegółach. Sama się łapię na tym, że potrafię się zapętlać, że szukam rozwiązań w stałym zestawie menu …. a to czasami trzeba zrobić mały krok w bok…. I nie bójcie się pytać!!!! To dobra cecha dziecięca, której wstydzimy się z wiekiem. Osobiście mam wrażenie, że przez ten rok zadałam miliony pytań. To proste!!! To dało mi wiele jasności…a i wiele innych pytań się po tym też narodziło, ale to znów motywuje do podążania dalej. Pewnie….jak to mówią „łatwo się wymądrzać”…. ale UWIERZCIE W SIEBIE!!!! Idzie Nowy Rok….. tym razem rok Wodnika….. ponoć era ludzi otwartych na świat!!! Dajcie sobie szansę. My ludzie – Wielkiej Sieci – nie siedzimy tu tylko dla marnowania czasu …. jesteśmy tu, żeby pracować nad sobą …. zatem …. WIO!!!!

Do dzieła!!! A za rok …. pogadamy o tym, że warto było!!!!

Ps. Wiem, że ględzę jak stara ciotka….. ale jestem dowodem na własne słowa, a to w tym świecie już wiele. A jakby co…. moja dłoń zawsze do Waszej dyspozycji….

Wpis opublikowaliśmy 26 grudnia 2008

Świąteczny egoizm

Jak Wam mijają Święta? U mnie w tym roku całkiem egoistycznie i cudownie mi z tym!!! Dlaczego? Bo rodzina z kłótniami daleko. Domownicy tak wytęsknieni przez to nasze znikanie do pracy, że jak jest jedno, to drugie orze, że teraz dzieci aż kleją się przyjemnie. Nie stresuje mnie, że coś nie umyte, że coś nie ugotowałam, że mimo święta pralka chodzi, bo w końcu mundur mógł się doczekać swojej kolejki ;D Martwiłam się, czy wypada, że czas leci, że trzeba razem….teście i tak mnie nie chcą widzieć, z resztą rodziny widziałam się tydzień wcześniej, zatem….Czuję się BOSKO!!! Takie święta to sama przyjemność. Od lat tak nie odpoczywałam…BAAA…nawet do blogów zajrzałam. Popijam kawę, ale tak spokojnie….pyszne latte….koty mruczą, choinka się świeci, pachną mandarynki obierane przez Agę…. Tomek układa klocki z Markiem …. Mąż się uśmiecha całkiem rozleniwiony i cichy jak anioł ( to nawet podejrzliwe jest ;D ) …. Czegóż chcieć więcej? Odrobina egozimu na święta to dobra sprawa!!!

Jak Wam smutno to zajrzyjcie tu….

[URL="http://www.youtube.com/watch?v=le4fbukej-y&feature=related"]http://www.youtube.com/watch?v=le4FBuKEJ-Y&feature=related[/URL]

Ten Maluszek rozłożył mnie na łopatki….no uśmiałam się na całego.

Wpis opublikowaliśmy 25 grudnia 2008

Wigilijny Cud

Nie mam jak Was obdarować, a wielu z Was stało przy nas przez cały ten rok…Dziękujemy Wam z całego serca. Przyjmijcie to opowiadanie, które umieszczam na każdym z moich blogów jako dar wdzięczności za Waszą obecność ****

Śnieg zapomniał spaść tego roku, ale chłód deszczu wciskał się w każdy zakamarek. Tłumy mijały ich jakby nie istnieli. Ktoś potrącił mały tobołek, który on trzymał w dłoni. Wysypał się zawinięty w starą gazetę kawałek chleba i dwie mandarynki, które znaleźli na pustym już straganie dzień wcześniej. On ubrany w starty porzucony na koszach płaszcz. Ona ubrana w kilka warst, spod których i tak wystawał okrągły brzuszek. Włosy posklejane, bo tułali się już tak od kilku miesięcy, a piękne oczy wyrażały w duszy spoczywający smutek. Wiedziała, że rozwiązanie jest blisko, ale nikt nie chciał im pomóc. W końcu przybyli do tego miasta, ale i tu spotykała ich obojętność. Oboje zbyt dumni, by żebrać z każdym dniem tracili nadzieję, a on ze strachem patrzył na nią. Nie była jego żoną. Los dał im się spotkać na jdnej z dróg i tak już zostało. Podziwiał jej determinację i to z jaką czułością zwracała się do maleństwa, które nosiła pod sercem. I stało się to czego się obawiał najmocniej…

Wsiedli do tramwaju, by choć na chwilę poczuć ciepło i rozgrzać duszę wśród rozmawiąjących o świętach ludziach. Nikt na nich nie zwracał uwagi. Usiedli w najciemniejszym kąciku. Słuchali jak inni mówili, że muszą się śpieszyć, że jeszcze zakupy nie są odpowiednie zrobione, że ktoś tam czegoś nie ugotował, że ktoś inny jest zły, że mu się gości na głowę zwalają, że…. A oni tak bardzo pragnęli mieć ich problemy. Choć na małą chwilę zamienić się miejscami. I wtedy ona z przerażeniem poczuła, że nastąpiło rozwiązanie. Jej cichy jęk wywołał odwrócenie się kilku głów. Ktoś zaczął szeptać. Przy kolejnym ktoś podbiegł do kabiny motorniczego. Zatrzymał się na najbliższym przystanku. Podszedł do nich. Gdy zrozumiał, że poród się rozwija szybko wezwał pomoc. Jednak ku jego zaskoczeniu tempo akcji wymusiło na nim nową rolę. Wziął kurtkę roboczą, ktoś inny podał swój płaszcz, jakaś kobieta podeszła do rodzącej, a ktoś inny poganiał pogotowie, które jak to niestety bywa w taki dzień utknęło w milionach korków. Ona leżała i drobne łzy spływały po policzkach. On jej odgarniał kosmyki włosów i podziwiał jej siłę. Maleństwo wybrało sobie samo czas przyjścia na świat. W zgiełku miasta, w dłoniach wystraszonego motorniczego przyszedł na świat małych chłopiec, który wywołał w ludziach więcej emocji niż jakiekolwiek kiedykolwiek przeżyli. Tłum, który stał cierpliwie i czekał na dziecko był zaskakująco duży, gdyż składał się przecież z tych, którym tak śpieszno było. Sanitariusze i lekarz pomogli odebrać dziecko, które zatrzymało czas. Gdy karetka zabrała tą parę nikt do końca nie wiedział kim byli, ale czuli, że stał się cud jakich wiele, ale nikt nigdy nie myśli o tym. Nagle każda gonitwa, problem, troska oddaliły się gdzieś do krainy zapomnienia. Ktoś komuś zaczął składać życzenia, potem nastepny i tak już poszło….. Cud istnienia …. w świetle świątecznych lampionów na tym przystanku dał im poczucie narodzenia się na nowo.

Jeśli masz Kogoś, kto teraz przy Tobie stoi…

przytul Go …

On jest Cudem dla Ciebie.

Wesołych Świąt Kochani *********

Zasłuchana z rodziną

[URL="http://www.youtube.com/watch?v=nlazka9ktyk&nr=1"]http://www.youtube.com/watch?v=nLazKA9KTYk&NR=1[/URL]

Wpis opublikowaliśmy 22 grudnia 2008

Głupota jeździ na 4kółkach

To miał być ostatni dzień przed wolnym na święta. Lepiej! To miało być ostatnie kółko – od pętli do pętli tramwajem!!! Toż przecież na tym polega mój zawód. Spokojnie, z pogodą ducha wieźć ludzi, gdzie chcą podążać. Od początku zmiany było tak miło. Ot mijał dzień w lekko świątecznym nastroju. Niedziela i to złota, ludzie wożą choinki, noszą mikołajkowe czapki. Wszystko było dobrze…..

Krzyżówka. Skręt w prawo. Oczywiście jak to mają zwyczaj – kilka samochodów wcisnęło się wymuszając, byle prędzej do świateł. Stoje za nimi. Obserwuję ruch uliczny. Ruszają, bo dostają światła. Ci co skręcają w lewo lądują mi w torowisku, ale powoli zjeżdżają. Dojeżdżam dzieki temu to swiateł. Chwilę czekam i gdy tamci nadal jadą to ja powoli zjeżdżam skręcając w prawo. Dwóch przeleciało obok na czerwonym wciskając się przed mój tramwaj. Jeden zdążył przelecieć niczym ruszyły auta jadące prostopadle. TEN nie dał rady i gwałtownie hamuje a ja…. pomimo dystansu, pomimo uwagi, ostrożności, BUMMMM …i prawego światła nie ma, wbijam się w tylną część Punciaka jak w masło. Gdy wychodzę z wozu informując pasażerów, że kolizja, że wstrzymuję jazdę….wiem….że choć gość z Punciaka zatrzymał się i zachował całkowicie nieprzepisowo to i tak wina spada na tego, który najechał!!! Przyjeżdża nadzór ruchu. Spisujemy protokół. Niczym dojechali rozmawiam z młodym chłopakiem, który to autko prowadził….Nie dzwonimy dodatkowo po policję….wie, że by dostał mandat….wie, że winę biorę na swoje barki, ale jedno zdanie stwierdził, że wziął do serca….”tym razem to ja straciłam, ale natura mu to sama wyrówna, więc niech uważa na siebie a wigilię niech podziękuje, że ma o 500zł więcej w kieszeni”.

Czy jestem zła? Tak, bo są przepisy, które nas motorniczych w żaden sposób nie chronią. Ten samochód nie miał prawa być tam, gdzie był, bo to miejsce dla tramwaji, ale nie ma przepisu, który by to nakazywał. To koszmar. Owszem mi obiążą ubezpieczenie, zabiorą mi za to jakąś tam kasę…. Przeżyję, ale przykro mi, bo zachowałam maksimum ostrożności… Nie idzie czasami już lepiej i mocniej zatrzymać i to bardzo WOLNO zjeżdżającego wozu, który waży 35ton. Przykro mi, że w moich papierach, statystykach, w które nam zaglądają i które decydują jakim jesteś motorniczym będzie widniała WINA za niewinność. Wiem jedno….odbieram to jako lekcję POKORY. Może ten na górze coś chciał mi przekazać? Może mogło być gorzej…? Może to właśnie był ratunek i lepsza wersja gorszego….

Od jutra mam wolne. Czuję jakbym fizycznie uderzyła w ten wóz. Wiem jedno ….nie będę umiała jak moi koledzy „Nie martwić się!!!” Jestem zbyt obowiązkowym pracownikiem. Mam nadzieję, że kiedyś jednak los mi to też wyrówna….bo tyłek mojej psychiki boli dziś okropnie.

Wpis opublikowaliśmy 21 grudnia 2008

Zasłuchaj się i dołącz swoje…

Skoro święta za progiem, a ja codziennie jeżdżę w pracy tramwajem i towarzyszy mi muzyka….

Zapraszam Was do zabawy…. JAKIE PIOSENKI KOJARZĄ SIĘ WAM oprócz kolęd rzecz jasna z tym czasem? Umieszczam moje ulubione:

Mariah Carey – All I Want For Christmas Is You

[URL="http://pl.youtube.com/watch?v=-8ry0fyws20&feature=related"]http://pl.youtube.com/watch?v=-8rY0Fyws20&feature=related[/URL]

Last Christmas – Wham!

[URL="http://pl.youtube.com/watch?v=3354fls1kjs"]http://pl.youtube.com/watch?v=3354flS1KJs[/URL]

Mistletoe and Wine by Cliff Richard

[URL="http://pl.youtube.com/watch?v=asq7tw4brbu&feature=related"]http://pl.youtube.com/watch?v=asq7TW4bRBU&feature=related[/URL]

Merry Christmas Everyone Shakin’Stevens

[URL="http://pl.youtube.com/watch?v=_8hehlazg5y&feature=related"]http://pl.youtube.com/watch?v=_8HehlaZG5Y&feature=related[/URL]

Do they know it’s christmas – Life Aid

[URL="http://pl.youtube.com/watch?v=8jentsqstge&feature=related"]http://pl.youtube.com/watch?v=8jEnTSQStGE&feature=related[/URL]

Chris Rea : Driving Home For Christmas

[URL="http://pl.youtube.com/watch?v=thcbqyftcqg&feature=related"]http://pl.youtube.com/watch?v=THcbQyFtCqg&feature=related[/URL]

A jakie utwory Ty pamiętasz? Co wywołuje u Ciebie świąteczny uśmiech?

Wpis opublikowaliśmy 20 grudnia 2008

Czy dziecko może się zakochać?

Na pytanie z tytułu każdy odpowie, że i owszem, że tak…. zatem dlaczego tak wielu rodziców zabrania nauki uczuć? Pytanie z życia. Mój Syn Marek przyszedł do mnie oburzony, bo kolega miał dziewczynę od jakiegoś tam czasu. Ona przyszła do Niego i jego rodzice nakrzyczeli na Niego „że to nie czas na miłość!!! że jest jeszcze za młody!!! że ma się jej pozbyć!!!” Znam i ową dziewczynkę i tego chłopca. Oboje świetni uczniowie, grzeczni, dobrze ułożeni. Teraz oboje na święta przeżywają bardzo….ona zerwała a on stoi na rozdrożu….Niby dzieci, bo w końcu to 6klasa podstawówki…ale….

No właśnie!!! Mój Syn wczoraj biegał za misiem dla swojej dziewczyny. Dziś szedł dumny, wypachniony, ekstra ubrany…i w świątecznym nastroju, że jego „kobietka” będzie szczęśliwa!!! Czy to nie jest ważne dla matki, dla rodzica? To teraz on się uczy tego, jaki będzie za lat kilka!!! To teraz jest w wieku, kiedy akceptacja jest ważna. A święta jeszcze to potęgują… lubimy obdarowywać i czuć, że ta druga osoba też czuje się przy nas dobrze. Moja Aga też niosła dla swojego Piotrusia i Przyjaciółki prezenty…drobiazgi, bo słodkości, ale zawsze!!! Czy ja powinnam zakazać? Nie. Agi chłopak całą miłość po stracie matki już w pierwszej klasie przelał na Agnieszkę. Od 4lat nigdy o Niej nie zapomniał : święta, urodziny, imieniny, dzień kobiet, walentynki…. I co? Miałam zabraniać? NIE!!!

Dajmy dzieciom szansę na bycie szczęśliwym!!! Żyłam w świecie zakazów. Nie mam pięknych wspomnień. Chcę, żeby moje dzieci dojrzewały emocjonalnie według swojego rytmu i potrzeb. Owszem trzymam rękę na pulsie. Ale moje dzieci nie wstydzą się do mnie opowiedzieć co u Ich Bliskich…. Nie wstydzą się opowiadać o emocjach, pragnieniach, o uczuciach. Nie zabierajcie dzieciom szansy na bycie sobą!!! Później rosną z chłopców i dziewczynek osoby zamknięte, które nie potrafią sie z nikim związać, bo dziecięce zakazy tkwią w nich mocno…

Wpis opublikowaliśmy 19 grudnia 2008

Święta marketowych oszołomów

Święta to czas zadumy, to czas na naprawę błędów, na przeprosiny…. ?

To czas igrzysk w marketach i wojny na słowa!!!! Nienawidzę tego czasu. Zakupy najlepiej robić w nocy, bo wtedy większość oszołomów marketowych śpi. Jeśli trafisz w oko cyklonu, bo zapomniałeś się i trafiłeś w te dni na salę, na której trwa bitwa, to :

1.ubezpiecz swoje mienie, bo mijająca Cię staruszka wyrwie Ci torebkę mijając rozpędzonym koszem, bo promocja na stoisku obok, a wszak ona po to tu przyjechała, żeby wszędzie być pierwsza!!!

2.uważaj, żebyś kupiła produkt z dobrą datą przydatności, bo osobiście znalazłam kilka produktów z terminem kończącym się w czerwcu.

3.jeśli widzisz, że motłoch się przebija gdzieś łokciami to wiej na drugi koniec…to na 100% rzucili skarpetki za „jedyne 50%” taniej a to, że połowy z nich nie zbierzesz w parę to już inna sprawa ;D

4.gdy ktoś Ci przyjedzie wózkiem pełnym po sam brzeg po stopie to nie licz na
„przepraszam”, ale za to oczekuj tekstu ” no i po diabła pani tu stoi!!”

5.nie patrz na pary, które w ten amokowy świat zabrały maleńkie dzieci…ich i tak nie zrozumiesz, a ustrzeżesz się przed uwagami typu ” Na co się gapisz krowo!”

6.nie bądź naiwny….. święta nie muszą iść na wojnę!!! A i dieta dobrze Ci zrobi, przynajmniej nie będziesz marudziła, że znów się roztyłaś.

7.stanie w kolejce nie wzbogaci cię….więc odpuść sobie….W te święta usiądź do stołu bez siniaków, zszarpanych nerwów i nowych określeń zasiągniętych z pola walki…

Wpis opublikowaliśmy 16 grudnia 2008

Odpowiedź do wszawicy

Po pierwsze bardzo dziękuję za wszystkie wypowiedzi. Po drugie tak jak obiecałam zdaję relację na czym zakończyła się nasza niesympatyczna przygoda.

Owszem dyrekcja była obrażona za naszą reakcję. Dano mi odczuć, że pani Dyrektor uważa, że powinnam zająć się dziećmi i nie zawracać jej głowę… Cóż…a jednak nie żałuję!!! Zadzwoniło do szkoły kuratorium. Obecnie głowy dzieci są przeglądane u pielęgniarki – jak widać, można i to bez problemu. Rodzice są informowani a dodatkowo rozdawane są ulotki. Rodzice dostają imienne listy od dyrekcji. Duża częśc dzieci nagle znalazła się w domach i dzięki kuracjom wszawicę opanowano.

Wniosek jest jeden. Nie możemy się bać walczyć o dobro naszych pociech, czy to w szkole, czy w przedszkolach….czy w innych instytucjach. Gdy siadamy i nie robimy nic, tylko dajemy atuty innym. Owszem bałam sie reperkusji wobec dzieci, ale jasno zaznaczyłam w Dyrekcji, że i na to zwrócę uwagę. I o dziwo dzieci są bardzo dobrze traktowane….Choć nie powiem….oststnia nasza wymiana zdań była taka, że nie omieszkałam powiedzieć Pani dyrektor, że bardziej dba o stołek niż o dzieci w szkole. Cóż….Jeśli sami macie jakiś problem – Walczcie!!! Jak widać tekst „nie możemy nic zrobić, bo…” nie musi być prawdą. Wszystko zawsze zależy od tzw. „chciejstwa”.

Wpis opublikowaliśmy 14 grudnia 2008

Ciche szepty bywają krzykiem

Zobacz koniecznie!