STOP świętom dla wielkiej rodziny

Zadzwoniła do mnie koleżanka kilka godzin temu i mówi padniętym głosem: „Ach kochana tak mnie zmęczyło to szorowanie dywanu na kolanach. Całe piąstki sobie pościerałam. „

I po co to wszystko?

Kiedyś myślałam podobnie. Uważałam, że wszystko trzeba, bo święta idą, więc czasami jeszcze w Wigilię okna kończyłam myć. Siadałam i po godzinie miałam dość poprawek ich mycia przez teściową, marudzenia mamy, że firany nie są wyprasoane jak należy. Zatem zła i bardzo zmęczona, wręcz padająca na pysk, ale oczywiście sama też wyszlifowana pod przegląd tego i owego, miałam zwyczajnie chęć wiać od stołu, gdzieś na sanki, albo gdzieś do szafy, żeby tylko mi dali spokój. Taaak… Wiele takich świąt za mną.

A w tym roku STOP. Czy to trudne? NIE. Wymaga tylko odrobiny egoizmu, ugryzienia w język lub na zmianę odrobinę poszczekania…lub powarczenia plus małe tupnięcie nogą…nadal niezmęczoną jeszcze. Bo po co u licha robimy takie zjazdy, gdy wiemy, że ciotka nie lubia babki, a stryjek jak widzi mojego męża to aż go krew zalewa, a między mną a kimś tam cisza zapadnie, bo przecież kląć w Wigilię to niezbyt wypada. Zatem do teści nie idziemy, bo tam nawet już nie proszą. Ich problem. Prezenty zaniosą im dzieci i złożą życzenia. Przecież nie będę ich stresować moim obliczem. Moja rodzina spędzi święta za 100km dalej, a więc i tam będzie ciekawie i za to mój mąż nie będzie się dąsał jak lala, a ja nie dostanę szału na widok jego min. Te święta będą wolne od wszystkiego. Nie chcieli karpia. Ok. Kupiłam sobie. Oni dostaną uszka, pierożki i duperele, które owszem, zrobię i to ze spokojem, bo przecież dla 5 osób to mało pracy. Dla 15stki to bym leżała plackiem na kręgosłup. Pierniki piekę już dni kilka, bo ciasto od pewnej grupy niewidomych od lat kupuję i muszę przyznać, że wyborne robią, a upiec zatem to żadna sztuka. Ozdabiać będą dzieciaki. Mają już kilka kolorów lukru i pełno ozdobników. Niech się wykażą, no nie? Firan u mnie nie ma. Mam żaluzje na oknach mocowane, to razem z oknami już umyłam. Bez jakiegoś pośpiechu, wielkiej aż nad Dokładności… bo przecież ani wizyty, ani wizytacji nie będzie. Dywanów nie posiadam. Ot nie dorobiłam się, a panele w całym mieszkaniu to miła rzecz pod stopą. Zatem i to odpada.

I co najwazniejsze… zamierzam siedzieć, chodzić na spacery z psem, robić fotki nadchodzącej zimie…i nie myśleć o tej całej reszcie, która by mnie irytowała. Bo dobrze czasami, tak raz na kilka lat zaprzeć się w sobie i powiedzieć STOP!!! Te święta są także dla mnie. Może skromniej, lecz wygodniej. Co i Wam polecam.

Wpis opublikowaliśmy 14 grudnia 2009

Kupić święta

Kiedyś nasze babki i matki przed świętami przygotowywały zakwas do barszczu, bigos z przeróżnego załatwionego spod lady mięsiwa, szykowane były uszka, trzeba było wystać w kolejce karpia. Wszystko trzeba było zdobić…lub zrobić.

Teraz żyjemy od promocji do promocji. Ostatnio wsłuchiwałam się w rozmowę w tramwaju. Pani z panem ustalała wg gazetek marketowych szlak, który mieli przemierzyć, żeby załapać się na okazję ( w tym tort urodzinowy, bo była któraś tam rocznica otwarcia tego przybytku…).

„W … kupimy uszka. A w… mają być tanie choinki. Za to w … ma być niezły tani bigos i ten karp z promocji. Znajoma mi mówiła, że w … mają tani barszcz.” I tak leciała ta litania. Zastanawiałam się, ile też czasu stracą na te podróże. Ale grunt, żeby taniej było… Czyżby znak, że kryzys nas jednak nie ominął…. albo może staliśmy się tak leniwi i wygodni, że Święta sobie teraz „kupujemy”, bo po co stać godzinami nad garami?

Wpis opublikowaliśmy 9 grudnia 2009

Zajęta przynęta

Moja koleżanka prowadzi badania od pewnego czasu i sprawdza jak postrzegana jest osoba w związku, a jak typowy singiel. Jednym z badań było założenie na portalu „łączącym pary” profilu jako kobieta wolna, a drugi jako mężatka. Co ciekawe użyła tego samego zdjęcia, opisu. Różnica polegała tylko na tym, że raz w opisie była osobą wolną, a w drugim kimś w stałym związku. I co? Gdy powiedziała mi, że jako mężatka w dwa dni dostała ponad 50 ofert, a jako wolna zaledwie 4, to dała mi do myślenia. Po naszej rozmowie wynikło, że obecnie rośnie moda na mężatki i facetów „zajętych”. Gdy zapytałam jakie argumenty za tym przemawiają zacytowała mi słowa pewnego pana w średnim wieku, który napisał: ” Kobieta będąca w związku nigdy nie stanie się balastem dla mnie, gdy już obciąża budżet innego i to na stałe. Nie zależy jej na miłości, ale na miłostce. Chce chwili, gdy osoba wolna chce wieczności.”

Czyli wniosek jeden: Chcesz znaleźć chłopa to udawaj, że jesteś zajęta… no chyba, że szukasz owej „wieczności”.

Wpis opublikowaliśmy 24 sierpnia 2009

Refleksja po wyróżnieniu artykułu

Niby dożyliśmy czasów, że każdy chce być indywidualistą. Każdy chce jakoś tam zapisać się w historii. Każdy chce zdobyć jakiś tam zamiarzony cel, szczyt.

A jednak nie daj boże, żeby ktoś wybijał się poza szereg. Nie można mieć odmiennego zdania. Trzeba mieć klapy na oczach. Trzeba udawać na każdym kroku, że nic nie dostrzegamy i po co? Po to, żeby założyć maskę pt. „Dobrze mi na tym na tym świecie!!!” Dlaczego? Bo przecież niemodnie jest być krytycznym. Trzeba żyć według standardów narzuconych przez otoczenie. Mówic, że wszystko jest dobrze, że nasz kraj jest taki idealnie dbający, że nasze rodziny są takie wspaniałe i kochające.

Poczytałam Wasze komentarze pod ostatnim postem i aż mnie mierzi, gdy czytam jak bardzo chcecie być ślepi. Jak bardzo staracie się wierzyć, że świat tak cudownie się zmienia, że tylko chcecie widzieć miłe pary, grzeczne i niezagubione dzieci, że wolicie być jak ta szara masa, która woli krakać jak inni, bo co? Bo boicie się żyć z otwartymi oczami? Bo lepiej nie wychylać się, bo nie daj bóg może okazać się, że ktoś spojrzy na Was krytycznym okiem? Czytam i widzę jak ślepo bronicie bajek. Smutne to. Jeszcze około 5lat temu społeczeństwo miało w sobie więcej animuszu, mniej zakłamania i więcej odwagi, żeby mówić otwarcie, że niestety nie wszystko jest takie ach i och …

I coś jeszcze ………. pokazałam Wam pewną skrajność z urlopu, żeby zarysować poważny problem – dzieci są zostawiane same sobie nie tylko na urlopach, ale także w dni codzienne. Pijani prowadzimy samochody, jesteśmy zapitymi pasażerami, ale też urlopowiczami i co? I społeczeństwo nie widzi nic póki nie stanie się jakaś tragedia, którą opowiedzą media. Wtedy dopiero macie zdanie podobne. Bez tego wolicie siedzieć i nie robić nic. Pewnie, że macie prawo, ale ja też mam swoje …. mówić co widzę, być może kontrowersyjnie, bo taka forma budzi emocje, irytuje, pobudza do myślenia. Dobrze jest wiedzieć, że nadal budzę emocje … bo póki reagujecie to oznacza, że całkiem nie zgnuśnieliści.

Wpis opublikowaliśmy 23 sierpnia 2009

Jak odpoczywa Polak na urlopie?

Po co ludzie wyjeżdżają nad morze, w góry, nad jezioro na tzw. urlop?

Tylko po to, żeby na każdym kroku pary mogły sobie skakać do gardła, bo ona na niego nie poczekała, bo on woli kupić piwo zamiast dziecku loda, albo może po to, żeby razem z dzieckiem siedzieć do północy z drinkiem z parasolką u męczyć słuch innych swym „artystycznym śpiewem” chowającym się pod modnym hasłem – karaoke!!!

Smutne jest to, że nasze społeczeństwo będąc w „dobie kryzysu” nie potrafi lgnąć do siebie, nie ceni wolnego czasu, który dostaje za swoją harówkę za marną kasę. Wolimy na plaży pić do upadłego i dzieci w gronie dorosłych muszą się też odnaleźć, więc do północy często samotnie pałętają się po domu wczasowym szukając choć odrobiny „normalności”. Zabierane są nad morze wszelkie nasze ułomności, złość na każdego, kogo można spotkać, topienie w przysłowiowej łyżce ma zastąpić kąpiele w Bałtyku.

Część zakłada maski, pod którymi ukrywa zażenowanie i uśmiecha się sztywno by „wyjść z twarzą”. Nic nikomu nie pasuje, posiłki są niesmaczne, choćby podawano najlepsze rarytasy. Nie szanujemy ciszy, bo po co, więc zamiast szumu morza można „delektować się” marnym disco polo (które z resztą myślałam, że dawno wymarło) .

Polak ma mało w portfelu, ale tyle ile przepije to jego. Tego przecież nikt mu nie odbierze. Grunt, że namiot jeszcze jedną burzę przetrzyma – wszak trzeba było na czymś zaoszczędzić, a rodzina głosu nie ma, gdy pan i władca mówi głosem …skąpstwa.

Zrobiłam to zdjęcie w jednej z nadmorskich mieścin. Jakże trafnie oddaje ten nasz „nadbałtycki polski czas urlopowy”. Tylko dlaczego Polak jak Kubuś Puchatek … ma coraz mniej rozumu?

Wpis opublikowaliśmy 31 lipca 2009

Bank o mnie dba!!!

W dobie kryzysu, gdy przychodzi do domu list z banku człowiek może na chwilę popaść w konsternację przy skrzynce, bo kredytów brak, więc czegóż mogą od nas chcieć? Otwieram zatem kopertę a tam…o Boże!!! Chyba upiję się ze szczęścia. Mój uczciwy bank zawiadamia mnie na piśmie, płacąc za przesyłkę znaczek za całe 2,20 zł , że ….wpłaci mi na konto wyrównanie różnicy w oprocentowaniu, bo źle mi coś tam naliczono, a zatem wzbogacę się o całe…UWAGA!!!! 0,09 zł czyli nic dodać nic ująć – zaszaleję.

I pewnie nie byłoby nawet nic w tym złego, gdyby cichcem bank zapomniał mnie zawiadomić, że pobiera sobie od miesiąca za każdy przelew w internecie, że pozmieniał stawki, że …itp. Zapomniał, bo wszak zajęty był informowaniem, że nie dał mi tych 0,09zł ….a połknął około 40zł bez informacji.

Kryzys jest. Trzeba bank przecież zrozumieć, że może sobie z nami grać w „głupka” i to naszymi marnymi gorszami. Szkoda, że nie odda mi tego, co tak cicho zabrał….. Choć nie mówmy, że nie ….może przypomni sobie o mnie za lat 5, gdy moje 40zł będzie warte to 0,09zł …. wtedy znów otworzę skrzynkę a tam spotka mnie podobna „niespodzianka”.

I nic mu nie pomoże De Vito ani inny milllllliiiooooon złotych czy więcej w reklamie…. zamierzam rzucić wypowiedzenie….a co!!! Mało jest teraz banków?

Wpis opublikowaliśmy 14 czerwca 2009

Kobieca monogamia?

Z założenia kobieta ma być wzorem. Ma być dobrą matką, wierną żoną, czułą siostrą, idealną przyjaciółką. Z założenia ma mieć jednego faceta na całe życie. Ma włożyć swoje hormony w puszkę stworzoną przez religię, przez zwyczaje, obyczaje, normy, hasła przewodnie. Jeśli to złamie jest zaraz tratkowana jak zwyrodnialec, ździra, puszczalska itp.

Z założenia facetowi wolno wszystko. Dlaczego? Bo jest silniejszy? Bo jest mądrzejszy? Bo on jest SAMIEC!!! On ma prawo do szaleństwa testosteronu. On jest ten, który ma prawo na „wpadkę, wypad, skok w bok”.

A jak to jest z kobietą? Czy tak do końca jest, że jak ma męża to nie patrzy ciepłym okiem na innego? Oj tak. Ona nie ma prawa, bo by jej to oko wyciągnęli zaraz na wierzch…. ale prawda jest taka, że wiele z nas zakochuje się wielokrotnie, że potajemnie spotyka się, pisze, żyje nadzieją, że ten następny, choć ma przecież stałego, da jej to, czego ten obok nie daje. Wystarczy wejść do sieci, żeby znaleźć wiele takich westchnień. Czy to źle? Dlaczego z założenie jesteśmy przegrane? Dlaczego nie mamy prawa zwyczajnie odejść od faceta jeśli już nic nie czujemy? Dlaczego mamy rozumieć jego skoki w bok, ale nasze to zaraz zdrada? Dlaczego mamy zabijać naszą naturę w imię norm, które ktoś nam narzuca? Dlaczego nie mamy prawa żyć według emocji, ktore są w nas o wiele silniejsze niż u facetów? Dlaczego mamy przelewać wszystko na dzieci – przecież to nie uleczy braku miłości od faceta? Dlaczego mamy być do grobowej deski z tym samym?

Hmm… a co gdyby tak na weekendy inny, a w tygodniu inny? Źle? Bo co? Bo ktoś nam tak każe? A gdzie jest wolne nasze JA? Dlaczego uważa się, że dojrzałość emocjonalna to oddanie tylko i wyłącznie jednemu facetowi? A może wymyślił to facet, ktoremu zwyczajnie było tak wygodnie? On miał swój azyl, swoją kurkę, która na niego miała czekać, gdy on wróci ze swoich podboi świata…i innych łóżek.

Według mnie żadna z nas nie jest tak do końca stworzona do monogamii!!!!

Wpis opublikowaliśmy 27 maja 2009

Ochroniarz – krasnoludek

Czy Was nie intrygują te dość charakterystyczne postacie przechadzające się po marketach, galeriach – wielkości krasnoludka, z krótkofalówką za paskiem sięgającą mu prawie do kolan, w czarnym mundurze i oczywiście z miną marsową groźnego stróża prawa?

Rozumiem, że w zawodzie ochroniarza wprowadzono normę, czyli na to stanowisko w większości przyjmowane są osoby z grupą inwalidzką i śmiało stwierdzić mogę, że jestem jak najbardziej ZA, choć i owszem ten zawód też bywa niebezpieczny, bo wariatów i w markecie spotkać można. Jednak śmieszy mnie niemiłosiernie widok takiego pana, który ma może z 150 cm w kapeluszu, drobniejszy od dziecka, w za dużym na niego mundurze, jak próbuje bronić mienia, kiedy jakiś „wielkolud” narusza prawo. To wygląda tak jakby chihuahua próbowała skakać do dobermana. Rozumiem wiele, ale w tym przypadku uważam, że to ośmiesza zawód ochroniarza. No bo co taki może? Nakrzyczy na niego? Jak wyegzekwuje w razie czego należność?

Widziałam taką akcję u nas w galerii. Taki „krasnoludek” trafił na „wielkoluda”. Dostał bęckę w nos i było po wszystkim. Po nosie też. Uważam, że przyjmowanie takich drobnych osób na to stanowisko nie tyle zakrawa na kpinę, ale na brak rozsądku pracodawcy, bo z góry stawia taką osobę na przegranej pozycji, że o wyśmiewaniu nie wspomnę.

Wpis opublikowaliśmy 19 maja 2009

Data śmierci

Dziś wchodząc na swój blog zauważyłam link, w którym informują mnie, że mogą podać mi datę mojej śmierci. I tak oto usiadłam sobie na fotelu popijając weekendowe winko i myślę….wejść…nie wejść. No wiecie wszak jak już poznam datę to co z tym pocznę ;D ? Hmm…. wykonuję niebezpieczny zawód i każdego dnia w pracy mogę sobie zejść cała, bądź w częściach. Z drugiej strony jak to mówią, można umrzeć nawet we śnie, bo coś tam się zatrzyma albo zabije nie tak. Czy jeśli faktycznie można byłoby poznać taką datę to człowiek wykorzystałby życie lepiej? A może zapiłby się na śmierć, bo miałby już dość czekania na nią?
Osobiście nie chcę znać takiej daty. Żyję tu i teraz. Wino pachnie wiśniami. Wiatr lekko wieje za oknem i zagląda tu do mnie przelotnie. Po co mi to psuć!!! Nie planuję nigdy za daleko do przodu, bo i tak los ma tyle zakrętów, że nigdy aż tak dobrze nie wyjdzie, jak bym chciała, a po co poczucie niespełnienia. Mam tylko nadzieję, że jak w tym starym filmie: „Ze śmiercią…mi będzie….do twarzy.” Bo jak odchodzić to z uśmiechem.

Wpis opublikowaliśmy 15 maja 2009

Won córko, bo mamcia fotki robi

Na targach motoryzacji może samochodów za wiele nie było, ale jedno zjawisko zapadło w pamięć.

„Mamuśka”….która właśnie wsiadła do kabrioletu – marka nie jest tu ważna – grunt, że samochód obkleił tłum gapiów, dała popis czułości rodzicielskiej. Niby na początku nic dziwnego, bo przecież większość tam leci, żeby cos obejrzeć, fotkę zrobić. A jednak… Gdy „Mamuśka” wsiadła do samochodu, włos rozwiała, już ząbki szczerzy do swojej koleżanki, która stara się ową chwilę uwiecznić, gdy nagle nie pytając o nic, na boczne siedzenie siada mała dziewczynka. Może dziecko miało maksymalnie około 7-8lat. I co pada? Wspaniałe warknięcie:

-” Czy ja ci k… nie mówiłam, że masz nie wsiadać?!!! Na tej fotce miałam być sama!!! Nie rozumiesz?!!!”

Myślałam na poczatku, że ot wariatka objechała łaciną podwórkową obce dziecko, ale po chwili zatrzymania przy tym „zjawisku” usłyszałam dalszy ciąg wiązanki skierowanej do dziewczynki. Niestety okazało się, że to „Mamuśka” z koleżanką i córeczką jest. A fotka po co? „Żeby pochwalić się na naszej klasie!!!”

Hmm…. Gdy widzi się takie sytuacje to aż człowiek zaczyna się zastanawiać co też by „mamcia” zrobiła, gdyby kamery jeszcze były. Może do youtube musiałaby być sama w hali?

Jeden tylko wniosek się nasuwa…. Biedne to dziecko z taką „mateczką”….

Wpis opublikowaliśmy 11 maja 2009

Ciche szepty bywają krzykiem

Zobacz koniecznie!