Tak jak w tytule posta napisałam u mnie święta być nie powinny i już. Dlaczego? Bo ksiądz, gdy go mijałam z psem na spacerze rzucił grożąc palcem, że mnie w „Jego parafii nie widuje.”
Jakim prawem się pytam, taki służelczyna z Bożej Łaski śmie się wtykać w moje to, gdzie i czy – chodzenie do kościoła. Miałam nawet chęć namówić bliskich na pasterkę, ale teraz sobie powiedziałam, a po co? Żeby ksiądz z ambony nawijał, że wreszcie kogoś nawrócił? Wnerwia mnie przokrutnie takie myślenie i pouczanie. Modlę się wtedy, gdy chcę za coś Bogu podziękować, albo ot tak sobie z Bogiem pogadam. Ale to moje jest. Do księdza nic nie mam, ale prawdę mówiąc obecnie na mszy tylko człowieka szlag trafia, jak po pięknym wstępie zaraz leci kabarecik o politycznej poprawności. Nie potrafię się nie wkurzać, gdy ksiądz zagląda ludziom do portfeli, a jeździ nowym subaru. Nie potrafię się przekonać do myślenia, że to tylko kretyński wysłannik Boga, a Bóg tak poza tym to chyba kiepskim jest szefem, skoro takich gamoni na takie stołki powołuje. Nie powiem, że nie lubię chodzić do kościoła. Lubię. Ale znajdzcie mi taki, w którym ksiądz będzie zwyczajnie księdzem, a nie jakimś wysłannikiem „Radia Maryja”. No i już chciałam się przełamać i nic z tego nie będzie…. I bądź tu święty na święta….
A kysz mi od tego jak będę świętować …. już kły wystawiam do gryzienia.
Niech się cieszy ksiądz, że opłatek będzie, rodzinna atmosfera, piękne dania i Cicha noc grana przez córkę… Tyle, że zamiast na pasterkę pójdziemy na spacer z psem. Mniej nerwów będzie. Bo te święta już świętsza nie zamierzam być!!!