Czy Was nie intrygują te dość charakterystyczne postacie przechadzające się po marketach, galeriach – wielkości krasnoludka, z krótkofalówką za paskiem sięgającą mu prawie do kolan, w czarnym mundurze i oczywiście z miną marsową groźnego stróża prawa?
Rozumiem, że w zawodzie ochroniarza wprowadzono normę, czyli na to stanowisko w większości przyjmowane są osoby z grupą inwalidzką i śmiało stwierdzić mogę, że jestem jak najbardziej ZA, choć i owszem ten zawód też bywa niebezpieczny, bo wariatów i w markecie spotkać można. Jednak śmieszy mnie niemiłosiernie widok takiego pana, który ma może z 150 cm w kapeluszu, drobniejszy od dziecka, w za dużym na niego mundurze, jak próbuje bronić mienia, kiedy jakiś „wielkolud” narusza prawo. To wygląda tak jakby chihuahua próbowała skakać do dobermana. Rozumiem wiele, ale w tym przypadku uważam, że to ośmiesza zawód ochroniarza. No bo co taki może? Nakrzyczy na niego? Jak wyegzekwuje w razie czego należność?
Widziałam taką akcję u nas w galerii. Taki „krasnoludek” trafił na „wielkoluda”. Dostał bęckę w nos i było po wszystkim. Po nosie też. Uważam, że przyjmowanie takich drobnych osób na to stanowisko nie tyle zakrawa na kpinę, ale na brak rozsądku pracodawcy, bo z góry stawia taką osobę na przegranej pozycji, że o wyśmiewaniu nie wspomnę.