Z założenia kobieta ma być wzorem. Ma być dobrą matką, wierną żoną, czułą siostrą, idealną przyjaciółką. Z założenia ma mieć jednego faceta na całe życie. Ma włożyć swoje hormony w puszkę stworzoną przez religię, przez zwyczaje, obyczaje, normy, hasła przewodnie. Jeśli to złamie jest zaraz tratkowana jak zwyrodnialec, ździra, puszczalska itp.
Z założenia facetowi wolno wszystko. Dlaczego? Bo jest silniejszy? Bo jest mądrzejszy? Bo on jest SAMIEC!!! On ma prawo do szaleństwa testosteronu. On jest ten, który ma prawo na „wpadkę, wypad, skok w bok”.
A jak to jest z kobietą? Czy tak do końca jest, że jak ma męża to nie patrzy ciepłym okiem na innego? Oj tak. Ona nie ma prawa, bo by jej to oko wyciągnęli zaraz na wierzch…. ale prawda jest taka, że wiele z nas zakochuje się wielokrotnie, że potajemnie spotyka się, pisze, żyje nadzieją, że ten następny, choć ma przecież stałego, da jej to, czego ten obok nie daje. Wystarczy wejść do sieci, żeby znaleźć wiele takich westchnień. Czy to źle? Dlaczego z założenie jesteśmy przegrane? Dlaczego nie mamy prawa zwyczajnie odejść od faceta jeśli już nic nie czujemy? Dlaczego mamy rozumieć jego skoki w bok, ale nasze to zaraz zdrada? Dlaczego mamy zabijać naszą naturę w imię norm, które ktoś nam narzuca? Dlaczego nie mamy prawa żyć według emocji, ktore są w nas o wiele silniejsze niż u facetów? Dlaczego mamy przelewać wszystko na dzieci – przecież to nie uleczy braku miłości od faceta? Dlaczego mamy być do grobowej deski z tym samym?
Hmm… a co gdyby tak na weekendy inny, a w tygodniu inny? Źle? Bo co? Bo ktoś nam tak każe? A gdzie jest wolne nasze JA? Dlaczego uważa się, że dojrzałość emocjonalna to oddanie tylko i wyłącznie jednemu facetowi? A może wymyślił to facet, ktoremu zwyczajnie było tak wygodnie? On miał swój azyl, swoją kurkę, która na niego miała czekać, gdy on wróci ze swoich podboi świata…i innych łóżek.
Według mnie żadna z nas nie jest tak do końca stworzona do monogamii!!!!