Dziś dzień rozwodów

Na jednym z portali wyczytałam, że 4 stycznia ogłoszono dniem rozwodów. Dlaczego ta data? Bo wg danych po świętach następuje prawdziwy boom w tej dziedzinie naszego życia. Cos w tym być musi, bo faktycznie wiele osób czeka aż minie sielankowy czas między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem. Trzymamy się „razem” w imię dzieci, atmosfery, religii …. Tyle, ze już 30% naszego społeczeństwa jest po lub w trakcie rozwodu. Czyżby jednak święta i długie przebywanie razem nam nie służyło? A może zwyczajnie odwołajmy wszelkie długie przerwy? Po co nam takie chwile, gdzie możemy się rozminąć?? Lepiej, żebyśmy w kółko pracowali. Choćby jak Japończycy. A co tam, oni dają radę to i Polak by potrafił. Albo inna opcja… Zmieńmy religię. W końcu wolne mamy w kalendarzu głównie dzięki świętom religijnym. A tak…człowiek nie musiałby iść na mszę, jak moi sąsiedzi, którzy idą i całą drogę psioczą na czym świat stoi, bo on chce chodzić na 9tą, a ona na 11stą. I już kłótnia gotowa. Zmienili by religię i problemu by nie było. A cały ten czas zaoszczędzony. Kochani!!! Polska wyszłaby z kryzysu na tysiąclecia. Stalibyśmy się drugą Japonią … a może nawet pierwszą. I rozwodów by nie było … bo to przecież nie jest tylko problem naszego kraju. W końcu chrześcijanie stanowią 95 % społeczeństwa tej Ziemi. Może to tu leży problem ogólnoświatowy … to zacznijmy od odwołania świąt Bożego Narodzenia, wszak najłatwiej pozbyć się tego, co już za nami ;D i nie rozwodźmy się zbytnio …

Wpis opublikowaliśmy 4 stycznia 2010

Ciche szepty bywają krzykiem